Szukaj tylko w dostępnych
Szukaj w opisach

W samym środku zimy. Wybór wierszy
Autorzy: Dariusz Suska
Wydawnictwo: Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu
ISBN: 9788365772596
Stron: 139
Kod ksi: WOJE-0495
Cena:
26.25 zł
Opis książki
Półsen w krześle

śmiech na klatce, brudno i tak wiele gazet,
które jedno mogą, szybko się zestarzeć,
patrzysz, dachy wzbierają, jak lawa na miasto
pełzną smrody z obiadów (i z przeszłości ciasto),

fruniesz, z cumulusów deszcz jak tynk opada,
po betonie nieba mknie w dół kawalkada
syren i moskwiczy, wartburgów i nysek,
zmarli je prowadzą, daje się ich słyszeć

(pierwszy weźmie trzynastkę, drugi skończy studia,
pojedzie do Bułgarii, sufit w M wyrówna,
a każdy z nich wierzy, że wszystko naprawi
czas, który nie jego, tylko ich ograbi)



Czy ktoś go widział, jak wyszedł do nieba

czy ktoś go widział, jak wyszedł do nieba
i już nie wrócił?, i czy mu powiedział,
że dojść się nie da, że musi polecieć
aż nad wulkan liści rozlany przez wrzesień
od Hożej i Reymonta niemal po Basztową,
a nie tak uparcie wierzyć, że na nowo
uda się wyskoczyć w kapciach do apteki
i serce zakleić, i podnieść powieki,
palce rozprostować, czas wreszcie odwrócić,
włożyć klucz do zamka (obrócić, obrócić)



Piosenka

Najwięcej było śniegu zaraz potem słońca,
ale może na odwrót słońca było więcej,
ta historia biegnie od końca do końca,
a początek jest tylko pinezką na róży
nie do odróżnienia jak słońce jak śnieg
ta śmierć to dzieciństwo w niewidzialnych rękach

Najwięcej było słońca albo śniegu, biegł
w śniegu po wybiegu zmarłych tancerzyków
ten kawałek, którego nie umiem zaśpiewać
zaczynam od końca i nie mam początku
zdarza się czasami, najpierw przyszła śmierć,
a dopiero po niej wybuchło dzieciństwo

(fragmenty książki)



[…] powtórzenia, aliteracje, przesunięcia obrazów, jakby nakładanie ich na inne, lekko zmienione, zawsze dźwięczne – powodują, że znajdujemy się w świecie niepewnym, muzycznym, gdzie obrazy, posta­cie i przedmioty mogą nagle zniknąć, ukazać się w innej konstelacji, przemienione. To owe duchy tylekroć pojawiające się w tej poezji. Nigdy nie możemy być pewni, czy są to osoby i rzeczy materialne, czy też eteryczne. Od innej strony – jest też w tym zapewne myślenie fizyka, dla którego czas i przestrzeń nie są tak oczywiste, jak przyjmujemy to w potocznym doświadczeniu. A że wszechświatu zagraża entropia, a człowiekowi nieuchronna śmierć, to cała ta muzyczność i eteryczność jest z jednej strony próbą ocalenia, zaklęciem, dźwięczną inkantacją poety, bezsilną oczywiście wobec prawa śmierci. Z drugiej zaś strony – przeciwieństwem wszechobecnego (tak!) w tej poezji konkretu. To przecież Dolny Śląsk z lat dziecinnych i chłopięcych autora. Prawdziwe nazwy, imiona, wyglądy ludzi, domów, miejsc zabaw. To w tych wierszach uderza, bo przecież ich tematem są właśnie życie i śmierć.

Jacek Łukasiewicz